Awaria.

Ostatnio zdecydowanie wkurza mnie elektronika użytkowa wsadzona w pudło które jest potocznie nazywane komputerem. Ja rozumiem, że coś może raz się zepsuć. Że dwa też – no okej, bywa. Ale, wysyłanie sprzętu któryś raz z rzędu [piąty?] do serwisu to chyba lekka [powodująca, delikatnie mówiąc irytacje i ataki histerii] przesada.

Ostatnią, zaliczoną przez mojego blaszaka awarie [padnięty zasilacz i po części płyta główna] spowodowały skoki napięcia. Naprawili mi go gwarancyjnie. OK., zacisnąłem zęby i wybaczyłem. Do tego, zapobiegawczo zaopatrzyłem się w dobrego UPS-a i zapomniałem o problemach zasilaniem. Ale jak mówi mój ulubiony prezenter z telezakupów Mango – to nie wszystko! Bo wczoraj wieczorową porą co? – Hop, padł [znowu!] wewnętrzny zasilacz. Sam z siebie. Od taka fanaberia puszki zwojów i kabli.

Dzika myśl numer jeden: kurwa mać.
Dzika myśl numer dwa: żaden normalny człowiek nie chciałby być jutro w skórze serwisanta [firmy Z***], któremu zatargam owy sprzęt i z histerycznym uśmiechem ciężko niezrównoważonego człowieka powiem co mnie gryzie.
Dzika myśl numer trzy [połączona z głębszym i bardziej namiętnym ujęciem Dzikiej myśli numer jeden]: potrzebuje w trybie natychmiastowym komputera zastępczego.

Cóż, po krótkich rozmowach telefonicznych ustaliłem, że skoro laptop brata odpada ["po moim trupie!"] i siostry też ["służbowy jest w serwisie, więc swojego nie mogę ci pożyczyć"] zdecydowałem się na radykalny krok odkurzenia mojej archaicznej, piekielnej machiny z oszałamiającym Celeronem 500 na pokładzie. Cóż. Myślałem, że w porównaniu do mojego P4 będzie bardzo źle. Myliłem się. Praca na nim [o ile można to w ogóle nazwać pracą] jest po prostu tragiczna. Wychodzi na to, że w najbliższym czasie jestem skazany jedynie na okrojoną przeglądarkę, komunikator, edytor tekstu i [w porywach] prosty odtwarzacz muzyki. Cierpię.

Explore posts in the same categories: Mac i inne komputerowe, Zdarzyło się

One Comment on “Awaria.”


Comment: